Propaganda jak za socjalizmu - NIE dla ATOMU w LUBIATOWIE

Idź do spisu treści

Menu główne:

Propaganda jak za socjalizmu

AKTUALNOŚCI > Rok 2012 > Wrzesień 2012

Organizowane już od dłuższego czasu wycieczki do elektrowni jądrowych nie tylko państw Europy Zach., m. in, Jaslovske Bohunice na Słowacji oraz Ignalina na Litwie, przypominają nieco okres propagandy sukcesu z czasów PRL. Wtedy też organizowano wyjazdy tego typu: do Nowej Huty, Portu Północnego, elektrowni Bełchatów czy Huty Katowice. Miały miejsce również „studyjne wyjazdy” za granicę dla szczęśliwych wybrańców zafascynowanych mniej lub więcej gospodarką socjalistyczną, np. „pociągi przyjaźni” do Związku Radzieckiego czy NRD, aby zapoznać się z „nowatorskimi” technologiami w kombinatach rolnych czy innych „wzorcowych” fabrykach. Wspólnym mianownikiem tych eskapad było, poza handlem, zdobycie poparcia społecznego dla wdrażania „nowych reform gospodarczych” ówczesnej władzy. Wszystko było doskonale zorganizowane tak, aby był „wilk syty i owca cała” – o nic nie trzeba było pytać, ponieważ kto wtedy za dużo pytał mógł zabłądzić, nawet na parę lat. Dzisiaj PGE zaprasza społeczność gmin należących do potencjalnych lokalizacji przyszłej elektrowni atomowej w ramach edukacji pro-atomowej na wojaże międzynarodowe, chcąc w ten sposób przekonać uczestników do tego rodzaju energii elektrycznej. Atmosfera miła, sympatyczna, wszystko ustalone, za dużo też nie trzeba pytać, ponieważ zanim pojawi się pytanie to właściwie wszyscy już wszystko wiedzą i odpowiedzi są już gotowe. Nie ma jak to dobrze zorganizowany wyjazd! To, co słychać z ust goszczących Francuzów czy Hiszpanów utwierdza tylko wszystkich w przekonaniu, że życie jest piękne. Zresztą już wcześniej w ten sam sposób argumentował organizator, więc wszystko się zgadza. I teraz widać jeszcze na własne oczy te „uprawy rolne tuż przy ogrodzeniu, szklarnie ogrzewane ciepłem elektrowni, miasteczka w odległości kilkuset metrów, intensywny ruch turystyczny w otoczeniu, a także piękne drogi, obiekty sportowe i kulturalne…” (p. Łasiński, Wieści Choczewskie., Nr 6/2012). Ciekaw jestem, czy mieszkańcy odwiedzonych miejscowości faktycznie spożywają własne owoce czy warzywa i inne produkty rolne z tego terenu? Czy dzisiejsi zorganizowani wycieczkowicze, obwożeni w bardzo konkretnym celu, też mieliby pełną swobodę poruszania się oraz dostęp do jądrowych atrakcji, jako turyści indywidualni? A może będąc zupełnie prywatnie okazałoby się, że interesujący ich obiekt mogliby oglądać i fotografować z odległości co najwyżej kilku km? A wieczorem przy „piwku” w malowniczej knajpce, w nieskrępowanej niczym dyskusji może znalazłyby się nieco inne szczegóły, mniej optymistyczne, o których w ramach „objazdu” nikt nie słyszał?
Szkoda, że po drodze wycieczka w celu uzupełnienia dokumentacji i edukacji nie wstąpiła do Paryża, do CRIIRAD (Komisja ds. Niezależnych Badań i Informacji na temat Radioaktywności. Commission de Recherche et d'Information Indépendantes sur la Radioactivité) czy centrali Greenpeace’u w Amsterdamie albo do Moguncji, gdzie znajduje się Centralny Dziecięcy Rejestr Zachorowań na Raka (Deutsches Kinderkrebsregister) i może jeszcze do Berlina do siedziby IPPNW (International Physicians for the Prevention of Nuclear War). Wtedy byłaby to faktycznie wyprawa „studyjna”, ukazująca całościowo blaski i cienie energetyki jądrowej. A tak, to mamy do czynienia z powielanym schematem z czasów Gomułki i Gierka, gdzie przedstawia się bardzo złożony problem w sposób jednostronny i uproszczony tylko po to, aby wywrzeć na zwiedzających bardzo pozytywne wrażenie. Wyobraźmy sobie, że w promieniu 2–3 km od elektrowni znajduje się martwy pas ziemi, ewentualnie tylko zalesiony. Spowodowałoby to natłok różnych skojarzeń oraz bardzo krytycznych i niewygodnych pytań. A tak wszystkim wydaje się, że i tutaj życie płynie tak jak wszędzie, nie zdając sobie sprawy, że za parawanem złudnej normalności i sielanki miejscowych mieszkańców mamy do czynienia z niebezpieczeństwem „tykającej bomby” na niewyobrażalną skalę i o skutkach sięgających nawet tysięcy lat (połowiczy czas rozpadu plutonu) w globalnym wymiarze. Niebezpieczeństwa te, związane są nie tylko z samą technologią jądrową czy z produkcją paliwa wysoce radioaktywnego, ale też z problemem składowania odpadów, który nie znalazł rozwiązania w żadnym kraju na całym świecie. Nie zapominajmy, że problem ten naukowcy próbują rozwiązać już od lat 50-tych ubiegłego stulecia, a więc od ponad 60 lat i niestety bez zadawalającego rezultatu. To, co wycieczkowiczom pokazano, jeśli pokazano, to są to składowiska tymczasowe przy każdej EJ na okres kilku lat, a co będzie się dalej działo z tymi odpadami? Czy warto pozostawiać taki „bagaż” następnym pokoleniom na okres setek czy tysięcy lat? Nie rozumiem, dlaczego świat nauki podchodzi do tych problemów tak beztrosko? Ryzyko zaistnienia poważnej awarii o w/w konsekwencjach przy zachowaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa jest mimo wszystko bardzo wysokie – błędu człowieka nie da się wykluczyć, tak jak i zbiegu nieprzewidzianych okoliczności, upadku samolotu czy ataku terrorystycznego. Wspomniane wysokie standardy bezpieczeństwa jak i sama technologia z roku na rok pochłaniają coraz większe kwoty. Nie bez powodu niemieckie koncerny EON i RWE, a ostatnio nawet amerykański Exelon wycofują się z budowy nowych EJ, podając jako główną przyczynę, brak rentowności w tym sektorze. Ostatnio p. Kilian, prezes PGE poinformował, że „bez wsparcia państwa nie zbudujemy elektrowni… i na pewno będziemy musieli importować sporo wiedzy i doświadczeń. Nie mówiąc o ludziach!” 05.09.12). Pamiętajmy, że za tym „wsparciem” kryją się również subsydia państwowe, w których ma też swój udział każdy podatnik, a więc chodzi tutaj o nasze wspólne pieniądze. Tylko w r. 2011, sektor jądrowy w Niemczech uzyskał ponad 6 mld euro pomocy państwowej, a od roku 1975 suma ta urosła do blisko 200 mld euro. Czy stać nas na takie inwestycje? Druga część wypowiedzi p. Prezesa odsłania „nagą” prawdę o naszych możliwościach i kompetencjach w tym zakresie. I gdzie jest tutaj miejsce na obiecane miejsca pracy dla lokalnej społeczności? Technologia jądrowa z upływem czasu staje coraz droższa, natomiast mądre wdrażanie źródeł energii odnawialnych w postaci samowystarczalnych energetycznie gmin czy większych skupisk miejskich powoduje tanienie tej nowej technologii przyszłości oraz faktyczne powstawanie nowych miejsc pracy w regionie. Poza tym, wiatru, słońca i ciepła termalnego raczej nigdy nie zabraknie.
My obecnie żyjemy w kraju demokratycznym, w którym wszyscy mamy prawo nie tylko wypowiedzenia się w określonej sprawie, ale przede wszystkim mamy prawo do pełnej wiedzy, do pełnej, a nie ukierunkowanej i zawoalowanej informacji. Poza tym, dzisiaj obowiązują zarówno w wielkiej czy małej polityce tak jak i w codziennym życiu społecznym nieco inne standardy, jak to miało miejsce jeszcze 20 czy 40 lat temu, kiedy to nie było łatwego dostępu do różnych źródeł informacji. Dzisiaj w ramach konsultacji społecznych mamy prawo do „wspierania wysiłków na rzecz budowania społeczeństwa obywatelskiego, dbającego o własne środowisko życia, stosującego najlepsze rozwiązania służące ochronie przyrody, oszczędzające energię i surowce w imię zachowania zasobów ziemi dla przyszłych pokoleń”(Prognoza oddziaływania na środowisko PPEJ”, 2010, s. 78).
Społeczności państw demokracji zachodniej, sąsiadujące dzisiaj z tego rodzaju podmiotami jądrowymi, nie miały takich możliwości wypowiedzenia się w tej kwestii. Rządy nie pytały swoich obywateli o zdanie, czy chcą czy nie chcą, czy są za czy przeciw – były to decyzje wyłącznie polityczne, wykreowane przez koła militarne chcące przedstawić energię jądrową od strony „pokojowej”. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że większość dzisiejszych EJ będących w eksploatacji lub nie, została pobudowana w okresie „zimnej wojny” w latach 1960-1985 i wniosły one też swój istotny wkład do eskalacji wyścigu zbrojeń w owym czasie. W ten sposób broń atomowa stała się symbolem siły i postępu technologicznego. Czynniki militarne Wschodu i Zachodu zdając sobie sprawę z ewentualnych antyatomowych protestów społecznych w owym czasie chciały „sprzedać” energię czy broń jądrową o tak zw. „ludzkiej twarzy”, dlatego zaczęto ją propagować w sektorze cywilnym, jako panaceum na wszystko włącznie z projektem samochodu z silnikiem jądrowym (Ford Nucleon). Wszyscy doskonale wiemy, jakimi prawami rządził się przemysł zbrojeniowy czołowych państw należących do obu bloków w okresie „zimnej wojny”. Wszystko owiane było bezwzględną tajemnicą, więc ani w USA czy we Francji, ani w Niemczech czy Wielkiej Brytanii a tym bardziej w ówczesnym Związku Radzieckim politycy nie konsultowali swoich decyzji ze społeczeństwem – po prostu budowano w imię tzw. postępu technologicznego. Zresztą, czy dzisiaj coś się w tym zakresie zmieniło? Lobby atomowe elitarnego klubu 5 państw posiadających broń jądrową (USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Chiny), to wzajemne powiązanie przemysłu zbrojeniowego, sektora energetycznego, elit politycznych, świata nauki, kół finansowych a nawet mediów, dyktuje warunki i wywiera naciski na pozostałe kraje, gdzie EJ już są w eksploatacji lub w fazie planowania, np. „wioska atomowa” w Japonii czy „corps des mines“ we Francji. Teraz czas przyszedł również na Polskę. Czytając różne doniesienia prasowe, odnoszę wrażenie, że i u nas w kraju, niektórzy politycy jak i część decydentów z sektora energetycznego czy świata nauki zapomniała, że „zimna wojna” już minęła i dalej miewa wielkomocarstwowe sny.
Obserwator

Dodatkowe źródła informacji:


http://www.cire.pl/item,65362,1,0,0,0,0,0,kilian-bez-wsparcia-panstwa-nie-zbudujemy-elektrowni-jadrowej.html

http://energetyka.wnp.pl/exelon-rezygnuje-z-budowy-nowej-elektrowni-jadrowej-w-teksasie,177640_1_0_0.html

http://energetyka.wnp.pl/pge-chce-zwolnien-podatkowych-przy-budowie-atomowki

http://bip.mg.gov.pl/files/upload/12331/prognoza_OOS_PPEJ_2.pdf

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego